Saint Seiya Episode G ukazał się po raz pierwszy w grudniu 2002 roku na łamach japońskiego magazynu Champion Red i od tej pory rozszalał się na dobre. Do dziś ukazało się 11 tomów, a manga ma wciąż status niezakończonej. Episode G to oczywiście sequel, a więc jest dość luźno powiązany z serią i o ile pod względem treści jest utrzymany w konwencji Saint Seiyi, to stylem rysunków, sposobem prowadzenia akcji i klimatem odbiega już od oryginału o miliony lat świetlnych. Powód tej rozbieżności jest dość prosty. Epiosode G zmienił bowiem autora. Kurumada jedynie podrzucił pomysł i zajmuje się nadzorem prac, główną pałeczkę przejął niejaki pan Megumu Okada, który zajął się ilustrowaniem i prowadzeniem narracji. Zmiany są więc spore i zauważalne na pierwszy rzut oka.
Sequel ma miejsce 7 lat przed akcją oryginalnej serii i ukazuje nam świątynne życie. Oczywiście nie jest to sielankowa egzystencja. Widzimy bowiem młodego rycerza lwa, który po śmierci brata staje się zgorzkniały i buntowniczy. Sytuacji nie poprawia fakt, że na tamten świat posłali Aiorosa nowi koledzy po fachu Aiorii – złoci rycerze. Obie strony konfliktu wyjątkowo się nie lubią i nie zapowiada się na przyjemną współpracę. Jakby tego było mało pojawia się nowy wróg, który bezczelnie zaatakował sobie Świątynie. Złoci rycerze muszą więc wziąć się w garść i stawić czoła niebezpieczeństwu, tym bardziej, że przeciwnicy są nie byle jacy. Tym razem przyjdzie im się zmierzyć z Tytanami z Kronosem na czele.
Moją małą recenzję zacznę od rzeczy najbardziej kontrowersyjnej – od ogólnie pojętego rysunku. Nie sposób nie zauważyć, że autorem nie jest Kurumada. Styl ilustracji w Episode G jest diametralnie inny od tego do czego przyzwyczaił nas poprzednie części. Postacie nie są już kwadratowe i toporne, są smukłe i szczupłe, momentami wręcz do przesady. Dotąd cieniowanie było dość ubogie, teraz cienie rysowane są z taką zawziętością, że całe strony są wręcz czarne (co moim zdaniem może i buduje klimat, ale jest dość męczące). Wreszcie te olbrzymie oczy, starannie namalowane włosy, małe noski – wydaje się, że takiej rzeczy po prostu nie mógł popełnić mężczyzna. A jednak! Mimo iż Epizode G wygląda jakby wyszedł spod kobiecej ręki, Okada kobietą z pewnością nie jest. To co jednak wydaje się być najbardziej kontrowersyjne to fakt, że autor absolutnie ignoruje wszelkie reguły anatomii. Już pomijając przesadną smukłość postaci, ale żeby dorysowywać rycerzom dodatkowe mięśnie, o których medykom się nawet nie śniło, żeby wykręcać ich biedne ciała w pozycje, w których nie miały się prawa znaleźć i wreszcie, żeby dodawać mężczyznom wcięcie w tali – przyznacie, że to przesada! Z drugiej strony, czy w porównaniu z tym co prezentował dotąd Kurumada Epizode G wypada tak słabo? Moim zdaniem nie. Nie oszukujmy się, w poprzednich częściach rysunki też nie były na najwyższym poziomie. W tym sequelu momentami widać jednak przebłyski talentu Okady i czasami ilustracje, wypadają doskonale. Design niektórych postaci jest genialny. Na przykład Marin wygląda teraz o niebo lepiej, a Aldebaran jest nareszcie wyrazisty. Ostatecznie więc, wolę jednak styl Episode G od stylu Kurumady. Oczywiście jest to moja całkowicie subiektywna opinia i liczę się z tym, że nikt się ze mną nie zgodzi.
Sama historia przedstawiona w sequelu spełnia schemat Saint Seiyi. Mnóstwo w niej walk, przeciwnicy są coraz silniejsi, a nasi sainci pozornie sobie z nimi nie radzą, kiedy jednak są już u kresu i zdaje się, że nie mają szans, rozpalają swoje cosmo i sytuacja się odwraca. Krew leje się równie obficie co łzy i patetyczne słowa. Wydaje się znajome? Aioria jest na dodatek klonem Seiyi, przynajmniej w sposobie postępowania. Nie oznacza to jednak, że Episode G jest nudny i zupełnie przewidywalny. Okada podejmuje bowiem tematy, których Kurumada unikał. Po pierwsze buduje psychologiczny portret Aiorii, wybierając najciekawszy chyba etap życia tego sainta. To zdecydowanie nie jest ta sama postać, którą obserwowaliśmy dotychczas. Nabiera charakteru i wyrazistości. Leo jest bowiem młody, buntowniczy i co tu dużo mówić, nie ma lekko. Jest w końcu bratem zdrajcy i sam postrzegany jest jako zdrajca. Spotyka się z podejrzliwością i nienawiścią i cóż Aioria odwdzięcza sie świątynnym braciom dokładnie tym samym. Okada nie ogranicza się jednak do samego Aiorii. Pokazuje nam całą społeczność Złotych Rycerzy, wskazując na relacje jakie ich łączą. Wreszcie to co dla mnie jest bardzo cenne, stara się wyjaśnić jak funkcjonuje instytucja Świątyni, czy jak kto woli Sanktuarium. Cała historia zyskuje więc na realizmie. Tym bardziej, że nie jest już zawieszona w jakimś nieokreślonym czasie i przestrzeni. Jest jeszcze jedna pozytywna cecha na, którą warto zwrócić uwagę. Chodzi mi o te pocieszne przerywniki pomiędzy walkami. Kurumada efekt komizmu prawie zawsze uzyskiwał dzięki głupocie Seiyi. Okada ma znacznie szerszy zakres żartu. To prawdziwa przyjemność obserwować chociażby Aldebarana w trakcie zakupów, czy Aiorię przyznającego się do tego, że farbuje włosy. Ci którzy lubią scenki obyczajowe z pewnością nie będą rozczarowani.
Na zakończenie odpowiedzmy sobie na pytanie: gdzie to znaleźć? Tłumaczeniem na angielski Episodu G zajmują się obecnie kilka grup skanlacyjnych. Jak choćby:
Kaosu Buntai Creative Division - http://z10.invisionfree.com/KBCD (bardzo polecam, co prawda dostępne są jedynie 2 tomy, ale skanlacja jest w toku, a materiał jest na prawdę najlepszej jakości)
Saint Seiya Fan -http://www.newbornankhstudios.tk/ ( jakość skanów niezbyt dobra, ale aż do 5 tomu włącznie)
Wakachi Au Chikara - http://www.wakachiauchikara.info.ms/
Skanlacje
Episode G Rozdziały 1-9 [English]
Dodatki do Tomów
|